31 grudnia 2010

Curry z wieprzowiny z grzybami mun

Bardzo lubię orientalne podejście do mięsa: fakturę z kąsków i sosu. W teorii przypomina gulasz, ale dzięki wyrazistym przyprawom ma zupełnie wyjątkowy charakter. Już jako dziecko chłonęłam te aromaty i do tej pory je uwielbiam; zawdzięczam to Mamie, która często przyrządzała niesamowicie klimatyczne kolacje z dwoma rodzajami curry – wspomnienie tych smaków zapisało się mocno, mimo onieśmielenia dorosłymi gośćmi i odświętną porcelaną ryżową. Taka kuchnia pojawia się zatem na naszym stole bardzo często, a poniższy przepis wymaga składników dostępnych i łatwych w przechowaniu: pasty, grzybów, sosu sojowego i ostrygowego. Korzystam tutaj ze schabu lub szynki – w tego typu potrawach lubię jednorodne kawałki: to tak jak z tą bombonierką – można trafić akurat na ścięgno z tłuszczem. Nie lubię takich niespodzianek, ale to rzecz tylko i wyłącznie gustu. Poza tym, z pewnych źródeł wiem, że takie właśnie cząstki są najzdrowsze... Zamiast wieprzowiny można oczywiście użyć piersi kurczaka lub indyka czy wołowiny, trzeba jednak wtedy dostosować czas duszenia.


Składniki (na 2 osoby):
mała garść grzybów mun (ich objętość znacznie się zwiększy po namoczeniu)
450 g schabu lub szynki wieprzowej
ząbek czosnku
średnia cebula
marchewka
kopiasta łyżeczka czerwonej pasty curry
szklanka bulionu
czubata łyżeczka mąki ziemniaczanej
łyżeczka sosu ostrygowego
sos sojowy


Grzyby zalać wrzątkiem, moczyć 15 minut, po czym gotować je w płynie z moczenia przez minut 10. Odcedzić.

Mięso pokroić w paseczki, wymieszać z dwoma łyżkami sosu sojowego, odstawić na czas krojenia warzyw.

Czosnek pokroić na cienkie plasterki, cebulę w ćwierćtalarki, marchew w słupki, grzyby – w cienkie paseczki.

Na rozgrzaną patelnię wrzucić pastę curry, chwilkę ją podgrzewać, mieszając.

Dodać mięso i mieszać, aż dokładnie pokryje się pastą i lekko zrumieni.

Dodać cebulę, czosnek i marchewkę, smażyć, mieszając, ok. minuty.

Wlać bulion wymieszany z mąką, szybko wymieszać (aby nie powstały grudki) i zagotować.

Dodać sos ostrygowy i doprawić do smaku sosem sojowym.

Dusić pod przykryciem ok. 15 minut, sprawdzając konsystencję mięsa.

Podawać z ryżem, makaronem pszennym lub ryżowym.


30 grudnia 2010

Kapuśniak z pieczarkami

Co roku dopada mnie depresja poświąteczna – kilka dni temu w domu był za duży tłok, za dużo hałasu, za dużo pracy, za mało czasu, i nagle, w jedną noc wszystko się odwróciło. Uwielbiam świąteczne jedzenie i zagospodarowywanie resztek przez kolejne wolne dni, ale potrzebowałam już odmiany. Oświadczam, że najlepszym sposobem na tą melancholię i zziębnięty żołądek jest kapuśniak; miska gorącej, pikantnej, parzącej brodę, treściwej zupy!



Składniki (na 3-4 osoby):
120 g cebuli (1 średnia sztuka) pokrojonej w niewielką kostkę
300 g pieczarek pokrojonych na ćwiartki
1 kopiasta łyżka mąki pszennej
1,5 litra bulionu wieprzowego (w moim przypadku z żeberek)
200 g ziemniaków (3 średnie sztuki) pokrojonych w centymetrową kostkę
200 g kapusty kiszonej posiekanej na „wygodne” kąski
1 marchewka pokrojona w półplasterki
sól, pieprz
½ łyżeczki czerwonej papryki w proszku
ok. 1 łyżeczki ciemnego sosu sojowego
½ łyżeczki masła/oleju/smalcu* do podsmażenia cebuli


W garnku, w którym będzie gotować się zupa (grubsze dno byłoby wskazane) rozgrzać tłuszcz i zeszklić na nim cebulę.

Dodać pieczarki, smażyć na średnim ogniu, ale tak, aby grzyby się nie przypaliły ani nie ugotowały we własnym soku – wraz z cebulą powinny się zrumienić.

Podsmażone warzywa posypać mąką i dokładnie wymieszać.

Wlać wywar, wymieszać, zagotować.

Dodać ziemniaki, kapustę i marchewkę (można użyć tej z wywaru, jednak dodać ją nieco później, aby tylko się zagrzała).

Dopiero teraz - gdy ziemniaki i marchewka zmiękną - doprawić całość (do smaku!) solą, pieprzem, papryką i sosem sojowym.

*Ja użyłam małej części tłuszczu, który zebrałam z wywaru (a po schłodzeniu go przez kilka godzin w lodówce jest to bardzo łatwe). Przy bulionach tłustszych (np. na żeberkach bądź na tłustszej kurze) nie obchodzę się bez tego etapu.


Powidok

Święta spędzaliśmy w czteroizbowym domu z piecem, na końcu świata. Tutaj prawie każdy je wędliny tradycyjnie przyrządzane przez lokalnego masarza, albo wprost własnoręcznie, w domu. Przedświątecznie (w wirze przygotowań zresztą) miałam szansę przyglądać się domowej produkcji, i zdokumentować najbardziej malowniczy jej etap. Tak się składa, że jestem szczęściarą, która zje część tych piękności, bo ten dom i mała wędzarnia są mi bliskie. Twórcy gratuluję i dziękuję, a tutaj zostawiam reportaż i trochę gorącego, pachnącego dymu uchwyconego na trzaskającym mrozie...




17 grudnia 2010

Makaron z serem

Zaczynałam od biszkopta rodem z francuskiej sztuki kulinarnej, a przedzieram się przez hamburgery i inne... Tata (ten makaron to jego ukochany fastfood) będzie mi miał pewnie za złe takie zestawienie, ale dla mnie to domowe, uczciwe, prawdziwe jedzenie bez pretensji. W wieku młodzieńczym uparcie odsądzałam to danie od czci i wiary, aż doroślejąc zdałam sobie sprawę, że sprawia mi prawdziwą satysfakcję i przywodzi na myśl... kuchnię włoską w najlepszym wydaniu: makaron w omaście, z prostym dodatkiem i wyraźną przyprawą. Poszanowałam ten przepis dość późno; ważne jednak, że tak się stało i niniejszym moje dziedzictwo przekazuję z dumą dalej.



14 grudnia 2010

Keks czekoladowy

Nie przepadałam nigdy za jasnym, ciężkim ciastem, upstrzonym nienaturalnie kolorowymi kandyzowanymi owocami. Dobrze jest jednak przełamać przyzwyczajenia, a w tym pomógł mi przepis „świątecznej Nigelli”. To keks, ale zupełnie inny: kawa podkreśla czekoladę, brandy - suszone owoce; natomiast korzenny i pomarańczowy aromat - podczas przygotowań i pieczenia - dają znać, że powoli robi się już uroczyście. Bardzo intensywna, wspaniała słodycz, nie na co dzień, lecz od święta.




Składniki (na blachę o średnicy 20 i głębokości 9cm):
350g suszonych śliwek
250g rodzynek
175g suszonych wiśni (w oryginale koryntek)
175g miękkiego masła
175g ciemnego cukru muscovado
225g miodu
125ml brandy
3 czubate łyżeczki kawy rozpuszczalnej (w oryginale zamiast dwóch powyższych likier kawowy)
sok i otarta skórka z dwóch pomarańczy
1 łyżeczka mieszanki przypraw do piernika
2 łyżki kakao w proszku
3 jajka
150g mąki
75g mielonych migdałów
½ łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody oczyszczonej


Przygotować formę wysmarowując ją tłuszczem i wykładając papierem do pieczenia – dno podwójną warstwą.

Do rondla włożyć posiekane owoce (warto pokroić je w dość drobną kosteczkę: centymetrową lub nawet mniejszą - będzie łatwiej kroić gotowe ciasto), masło, cukier, miód, kawę, przyprawy, kakao, skórkę i sok z pomarańczy, wlać brandy. Całość doprowadzić ostrożnie do wrzenia na małym ogniu, mieszać od czasu do czasu, aż masło się roztopi a cukier rozpuści.

Gotować na małym ogniu 10 minut, odstawić do ostygnięcia (ja robię to wieczorem, wstawiam do lodówki i kontynuuję następnego dnia).

Rozgrzać piekarnik do 150 stopni.

Do letniej mieszaniny dodać jajka, rozprowadzić, dodać migdały, mąkę z proszkiem i sodą, dokładnie wymieszać.

Przelać masę do tortownicy, wstawić do piekarnika na godzinę i 45 minut do dwóch godzin. Wierzch ciasta powinien być sprężysty, ale lepki, natomiast patyczek włożony w ciasto będzie po wyjęciu oklejony ciastem.

Wyjąć z piekarnika, odstawić do ostygnięcia na metalowej kratce, po ostygnięciu wyjąć z formy.

Jeżeli chcemy przechować je dłużej, do czasu podania można je owinąć w papier do pieczenia, następnie w folię aluminiową, schować w szczelnym pojemniku, w suchym i chłodnym miejscu.




10 grudnia 2010

Hamburger z frytkami

W kuchni ciągle mam ochotę na odmianę. Ta odmiana to nie wytworna uczta, a jednak pełnowartościowe, prawdziwe jedzenie; swawolne i urokliwe. Przygotowania można podzielić na etapy – bułeczki upiec wcześniej i jeszcze świeże schować do zamrażarki; ziemniaki obrać, pokroić i zalać wodą, składniki surówki wymieszać bez majonezu i śmietany, kotleciki uformować i wstawić do lodówki. Lubię jeść hamburgery z dość słodkimi ogórkami konserwowanymi w plasterkach, z cebulą. Przepis na nie na pewno zdarzy mi się zamieścić w sezonie.


Składniki:

Hamburgery wieprzowe (12 sztuk):
ok. 1 kg szynki wieprzowej (bez skóry lecz z tłuszczem, bądź z dodatkiem ok. 50 g słoniny)
średnia cebula
jajko
pół łyżeczki zmielonego kminu rzymskiego (kuminu)
łyżka musztardy typu Dijon (ostrej, słonej, drobno mielonej)
łyżeczka soli (do smaku)
pół łyżeczki mielonego pieprzu (do smaku)
garść bułki tartej

Frytki (na 2 osoby):
400 g ziemniaków
kilka łyżek oleju, oliwy lub smalcu
sól
pieprz


Mięso i cebulę przepuścić przez maszynkę.

Połączyć z jajkiem, przyprawami, bułką tartą; dokładnie wymieszać (najlepiej ręką). Masa powinna być zwarta na tyle, aby można z niej było utworzyć kotleciki. W razie potrzeby dodać odrobinę bułki tartej.

Formować kulki i starannie rozpłaszczać, do grubości ok. centymetra. Lekko wstaną przy smażeniu, będą grubsze.

Wstawić do lodówki na co najmniej 15 minut.

Smażyć na patelni zwykłej lub grillowej z dwóch stron na średnim ogniu.

Bułki przekroić, podsmażyć na patelni lub pod grillem; przełożyć hamburgerem i ogórkami, można też sałatą, plasterkiem pomidora czy żółtego sera. Podawać z frytkami (przepis poniżej), ketchupem, surówką z kukurydzy i pora.


Blachę bądź naczynie, w którym chcemy piec frytki, wstawić do piekarnika i nagrzać go do 220 stopni.

Ziemniaki (wedle uznania obrane lub nie) pokroić w słupki o centymetrowej grubości.

Włożyć je do garnka, zalać zimną wodą, osolić, zagotować. Gotować ok. 4 minut.

Odcedzić ziemniaki i wrzucić z powrotem, bądź pozostawić w jeszcze gorącym garnku. Dodać do nich taką ilość tłuszczu, aby wszystkie mogły się w nim obtoczyć; garnek przykryć pokrywką i energicznie wstrząsnąć, tak, aby dokładnie wymieszać zawartość.

Wysypać na rozgrzaną blachę, rozgarnąć, aby ułożyły się równomiernie w jednej warstwie.

Piec do wyraźnego zrumienienia (ok. 20-25 minut).


30 listopada 2010

Ciasteczka kawowe

Wiem, że słodycz przed śniadaniem to nienajzdrowszy wybieg, ale ja już nie urosnę, więc od czasu do czasu takie ciastko jest na pobudkę w sam raz. Dzielnie wspiera kawę, bo ją także zawiera. Kiedy wszyscy jeszcze śpią, to idealny dodatek do porannej prasówki; przydać się może zresztą przez cały dzień, jest przecież bardzo mobilne. Słodkie, chrupkie i jednocześnie lekko ciągnące. Ważne, aby po wystudzeniu przechowywać je w szczelnym pojemniku.
Ciasteczko kawowe, od Marthy, w amerykańskim stylu i rozmiarze.


Składniki (na 18 sztuk):
1 szklanka mąki
½ łyżeczki sody oczyszczonej
½ łyżeczki soli
120 g masła (w temperaturze pokojowej)
½ szklanki cukru kryształu
¼ szklanki cukru trzcinowego
1 duże jajko
1 ½  łyżeczki kawy rozpuszczalnej
1 szklanka grubo posiekanych orzechów (użyłam migdałów i orzechów nerkowca)


Rozgrzać piekarnik do 190 stopni.

Do miski przesiać mąkę i sodę oczyszczoną, dodać sól, wymieszać.

Masło utrzeć z cukrem kryształem i trzcinowym na lekką, puszystą masę.

Ucierając dalej wbić jajko.

Kiedy jajko połączy się z masą, dodać kawę rozpuszczalną i ucierać do połączenia.

Zwolnić obroty miksera i dodawać stopniowo mąkę z sodą i solą. Dokładnie wymieszać.

Za pomocą szpatuły wmieszać orzechy.

Wykładać czubate łyżki ciasta na blachę w odstępach 4-5 centymetrów – ciasteczka rozleją się i urosną. Na dużej blasze piekarnika zmieści się 9 sztuk.

Piec (odwracając w połowie pieczenia blachę tyłem do przodu i zamieniając górną z dolną) przez 12-15 minut, do zrumienienia.

Studzić na blasze przez 2 minuty, następnie delikatnie przełożyć na kratkę, aby tam wystygły zupełnie.


28 listopada 2010

Zupa cebulowa

Przyprawia mnie ostatnio o uśmiech piękna cebula, z zadbanej mazowieckiej ziemi. Stałam się dumną posiadaczką większej ilości i dałam się jej ponieść po pierwszym zimowym, białym spacerze. Zupa cebulowa wydaje się przysmakiem skomplikowanym i trudno dostępnym, a jest prosta, błyskawiczna, a jej główny składnik jest teraz w najlepszej kondycji, na wyciągnięcie ręki. Co nie oznacza, że nie jest wysublimowana i nie zrobi wrażenia na gościach!
 

Składniki (na 4 osoby):
450g cebuli (obranej)
1 litr rosołu (im intensywniejszy, tym zupa lepsza)
100 ml białego wytrawnego wina (lub 50ml wytrawnego wermutu)
20-30 g masła (czubata łyżka)
łyżeczka oleju
sól
pieprz
starty ser żółty
grzanki (z tego przepisu, mogą być jednak bez czosnku i na oleju zamiast na oliwie)


Cebulę pokroić w ćwierćtalarki o grubości ok. 5mm.

W garnku, w którym będziemy gotować zupę, stopić i rozgrzać masło z olejem; wrzucić pokrojoną cebulę i smażyć na średnio-dużym ogniu, aż zacznie się rumienić (karmelizować).

Przyprawić cebulę szczyptą soli, smażyć dalej, aż zrumieni się równomiernie. Ważne, żeby nie była zbyt blada, nie może się jednak przypalić. Potrwa to ok. 10-15 minut. Należy pamiętać o mieszaniu cebuli i obserwowaniu jej.

Do garnka wlać wywar, zagotować. Wymieszać kilka razy, aby zebrać to, co przyległo do dna garnka.

Dodać wino lub wermut, pogotować chwilę na średnim ogniu, aby wyparował alkohol.

Doprawić (do smaku!) solą  i pieprzem, gotować jeszcze ok. 5 minut.

Serwować posypaną grzankami, startym serem i świeżo zmielonym pieprzem – ja lubię pikantnie. Można podpiec pod grillem, ale to przedłuża czas oczekiwania, a ser i tak się bajecznie topi w gorącej zupie.


18 listopada 2010

Tarta z jabłkami

Ciasta z jabłkami mają teraz swój wielki urok, bo to jest ich czas i miejsce. Dostaję różne jabłka z różnych źródeł; z części przygotowuję kompoty, których zachciewa mi się potem w zimie, część przesmażam na nadzienie do naleśników - na błyskawiczny obiad lub kolację. Idąc za głosem zdrowego rozsądku najpiękniejsze powinnam zjadać na surowo, ale namiętność do działania w kuchni skłania mnie do czegoś innego; odpalam więc po sztuce świeżego owoca domownikom i zabieram się za jabłecznik.
Ich rodzajów są tysiące, a teraz miałam ochotę na taki z małą ilością kruchego ciasta i z dużą ilością nadzienia, czyli - tartę z jabłkami.


Składniki (na formę o średnicy 28 cm):

Ciasto (proporcje według Nigelli Lawson z "How to eat"):
180g mąki
45g cukru pudru
120g masła
2 małe żółtka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
kilka łyżek wody

Nadzienie:
4 duże jabłka
kilka łyżek cukru trzcinowego
szczypta cynamonu
2 duże jabłka
2 łyżki masła
2 łyżki cukru trzcinowego


Przesiać mąkę i cukier puder do miski. Dołożyć zimne masło pokrojone w centymetrowe kostki. Wstawić do lodówki.

W drugiej miseczce połączyć żółtka z ekstraktem, wstawić do lodówki.

Do trzeciego naczynia wlać kilka łyżek zimnej wody, również wstawić do lodówki.

Po około 20 minutach wrzucić mąkę z masłem do malaksera i połączyć do momentu powstania równomiernych grudek przypominających mokry piasek.

Dodać żółtka z ekstraktem, uruchomić malakser na 2-3 sekundy.

Stopniowo, po jednej łyżce, dodawać wody (im jej mniej tym lepiej) i włączać malakser obserwując ciasto. Po kilku obrotach ostrzy masa powinna zbić się w kulę.

Wyjąć ją, uformować dysk 2-centymetrowej grubości, zawinąć w folię spożywczą, włożyć do lodówki (na co najmniej 20 minut).


Cztery jabłka obrać, zetrzeć na tarce o dużych oczkach.

Wymieszać z cukrem (do smaku) i cynamonem, podsmażyć kilka minut; tylko tyle, aby odparował nadmiar wody. Odstawić.

Rozgrzać piekarnik do 200 stopni.

Wyjąć ciasto z lodówki, rozwałkować i wyłożyć formę.

Na cieście ułożyć papier do pieczenia (aby lepiej się układał można go najpierw porządnie zmiąć rękoma), na niego wysypać suche ziarna fasoli bądź fasolki ceramiczne. Wstawić do piekarnika na 15 minut.

Wyjąć, zdjąć papier z fasolkami, wstawić do piekarnika na kolejne 10-12 minut, aż ciasto zacznie się delikatnie rumienić. Aby ranty się nie przypaliły, można owinąć je folią aluminiową.

Kolejne dwa jabłka obrać, pokroić na ćwiartki, a każdą ćwiartkę na 2-3 milimetrowe plasterki.

Wyjąć podpieczony spód tarty, wyłożyć na niego podsmażone i przestudzone jabłka, na wierzchu ułożyć plasterki.

Posmarować je stopionym masłem, posypać cukrem.

Wstawić znów do piekarnika i piec aż plasterki się zrumienią (mi to zajęło ok 30-35 minut).



11 listopada 2010

Chleb na zakwasie

Czas na obiecany przepis na pierwszy chleb. Używamy do niego zakwasu świeżo wyhodowanego lub wyjętego z lodówki – powinien być jednak aktywny, a więc dokarmiony w ciągu ostatnich 12 godzin, nie później jednak niż 2-3 godziny przed przystąpieniem do przygotowywania ciasta. Należy pamiętać, żeby przed wymieszaniem składników odłożyć 2-3 łyżki zakwasu do upieczenia następnego chleba, a więc powinniśmy na wstępie mieć ok. 550 g zakwasu.
Dzięki sporemu udziałowi mąki żytniej chleb jest wilgotny, długo świeży, konkretny, bardzo smaczny. Recepturę zaczerpnęłam od Mirabbelki, z jej strony, która jest prawdziwą skarbnicą wiedzy o zakwasie i różnego typu pieczywach.



9 listopada 2010

Czerwone curry z kurczaka

W zasadzie nieufnie traktuję kulinarne serie firmowane bardziej wydawnictwem czy korporacją niż autorem. Często przepisy są prawie anonimowe i wydaje się też, że nikt specjalnie nie chce brać za nie odpowiedzialności. Ale tym razem publikacja, mimo że „z serii”, podpisana była nazwiskiem gwarantującym dobry materiał. „Łatwa kuchnia tajska” spod znaku BBC, niezbyt obszerna, prawie broszurowa książeczka, którą napisał Ken Hom, pozwala nie tyle zgłębić, co „ugryźć”, ale za to oryginalną kuchnię tajską. Przepisy są klarowne, bezpretensjonalne, konkretne, a całość wydana z dużą kulturą estetyczną i merytoryczną.
Nie wszędzie w Polsce jest łatwo zdobyć świeże tajskie składniki, ale użycie tych zachowanych w zalewie bądź suszonych (np. trawa cytrynowa, liście limonki Kaffir) i tak daje piorunujący efekt w szary dzień i można nastawić się na egzotyczną, pachnącą, odświeżającą ucztę!


Składniki (na 2-3 osoby):
450 g piersi z kurczaka (pokrojonej na paski ok. 0,5cm na 3cm)
1,5 łyżki oleju
2 łyżki tajskiej czerwonej pasty curry
3 łyżki pokrojonego w paseczki korzenia imbiru (użyłam imbiru w zalewie)
1 łyżeczka mielonej kurkumy
2 łyżki czosnku pokrojonego w plasterki
400 ml mleka kokosowego z puszki
2 łyżki sosu rybnego
1 suszony liść limonki Kaffir
2 łyżeczki cukru
garść świeżych liści tajskiej lub zwyczajnej bazylii


Rozgrzać tłuszcz w wok'u lub na patelni i smażyć pastę curry przez ok. 30 sekund, mieszając.

Wrzucić kawałki mięsa i smażyć, mieszając, ok. minuty, aż mięso pokryje się pastą.

Dodać imbir, kurkumę i czosnek i smażyć 10 sekund, mieszając.

Dodać mleko kokosowe, sos rybny, liście kaffiru oraz cukier; wymieszać, zagotować.

Zmniejszyć ogień i dusić kilka minut, aż kurczak będzie gotowy.

Po zdjęciu z ognia dodać liście bazylii, wymieszać. Podawać od razu.
 


4 listopada 2010

Zakwas żytni

Przez długi czas opierałam się tej małej hodowli – ktoś, kto się za to nie zabierał obawia się, że to trudna sprawa. Nie rozczulałam się nigdy nad zapachem zakwasowego chleba z dzieciństwa, bo nie urodziłam się w takim miejscu ani czasie. Pamiętam jedną babcię, i pamiętam, że nie piekła chleba. Nie wzdychałam też do ciężkiego, wilgotnego miąższu, bo byłam raczej wielbicielką pieczywa typu bagietka (swoją drogą przygotowywanego na drożdżach). Ale w miarę zdobywania wiedzy upodobania dojrzewają. Zupełnie inaczej postrzegam chleb własny i kupiony, i okazuje się, że odpowiada mi znacznie więcej smaków niż kiedyś.
Pieczenie chleba na zakwasie nie jest moim zdaniem pracochłonne – wymaga raczej planowania i czekania; a taką akcję można spokojnie, z kubkiem gorącej herbaty, przeprowadzić w leniwą sobotę. W przeciwieństwie do drożdżowego, chleb przygotowany na zakwasie (zwłaszcza z dodatkiem mąki żytniej) pozostaje świeży przez kilka dni; uważa się nawet, że potrzebuje czasu, żeby rozwinąć swoje walory smakowe. A sam zakwas ma wielką logistyczną zaletę: czeka w lodówce, można go wyjąć, obudzić i cudownie rozmnożyć nie opuszczając domu w zimne dni.
Warto go strzec i pielęgnować – z czasem nabiera mocy; wielką wartość mają te kilku- lub nawet kilkusetletnie. Można otrzymać w prezencie już wiekowy, ale stworzenie własnego daje ogromną satysfakcję.


Składniki:
mąka żytnia typ 720
woda (może być kranówka, ale ważne, aby nie była chlorowana)


Do czystego (ja swojego nie wyparzam, natomiast na pewno zalecam dokładne wypłukanie z płynu do mycia naczyń) szklanego (polecam szkło, bo widać strukturę mieszaniny) naczynia o pojemności ok. litra wsypać czubatą łyżkę przesianej świeżej mąki żytniej. Dolać letniej wody, wymieszać. Mieszanina powinna mieć konsystencję śmietany. Łyżką pozgarniać resztki mieszaniny pozostałe na ściankach naczynia – dopóki nie zacznie kwaśnieć, jest narażona na pleśń, więc lepiej ścianki osuszać. Przykryć folią spożywczą lub pokrywką (ale nie szczelnie) i odstawić w spokojne miejsce o temperaturze pokojowej.

Za 12 godzin dosypać znów czubatą łyżkę mąki, czynności powtórzyć, jak powyżej. Postępować tak przez ok. 4-5 dni (najwygodniej rano i wieczorem).

Na początku nic się nie będzie działo, a zawartość naczynia będzie pachnieć … wilgotną mąką żytnią. Po kilkudziesięciu godzinach od nastawienia mieszanina zacznie bujnie bąbelkować. Później się uspokoi, i któregoś ranka zaskoczy nas przyjemnym zapachem świeżo rozciętego jabłka, świeżych drożdży, a w smaku będzie wyraźnie kwaśna. Taki zakwas jest gotowy do akcji.

Jeżeli mieszanina spleśnieje, albo zacznie pachnieć brzydko – to znak, że zakwas nie wyszedł i należy, niczym się nie zrażając, w czystym naczyniu nastawić nowy.

W taki sposób powstaje spora ilość zakwasu, zbyt duża, aby go komfortowo przechowywać. Należy więc większość przeznaczyć na pierwszy chleb na młodym zakwasie, a dwie-trzy łyżki schować do lodówki. Tam może stać ok. 4-5 dni. Wtedy należy go wyjąć, „podkarmić” mąką żytnią i odpowiednią ilością wody (dla utrzymania konsystencji), odstawić na kilka godzin w temperaturze pokojowej, i albo wykorzystać do następnego wypieku (nie zużywając oczywiście całości i zostawiając 2-3 łyżki do następnego wykorzystania) albo znów wstawić do lodówki. Jeżeli przez dłuższy czas nie będziemy mogli się nim zająć, można go wysuszyć na płaskiej powierzchni, zebrać do pojemnika i w tej formie przechowywać znacznie dłużej.


 Zakwas wyjęty z lodówki


ok. 2 godzin po dokarmieniu


ok. 4 godzin po dokarmieniu

27 października 2010

Mufinki bananowe z czekoladą

Ciasto z miazgą bananową kojarzyło mi się do wczoraj z czasami, kiedy byłam na surowej diecie matki karmiącej. Dzielnie trzymałam się ograniczeń wmawiając sobie, że ciasto z wody, mąki, oleju, bananów i proszku do pieczenia może smakować dobrze. A jednak, doceniłam wtedy jajka, masło, mleko, i wiem, jaką czynią różnicę. Dziś na diecie nie jestem, a przepis zrewidował moje bananowe poglądy: te muffiny są pełne smaku, mają bogaty, wilgotny miąższ, a dodatek okruchów czekolady sprawia, że są fantastyczne – dla mnie zawsze połączenie bananów i czekolady było bezbłędne.
To na pewno dobry sposób na zagospodarowanie owoców zbyt dojrzałych do zjedzenia solo, ale dla tych babeczek warto kupować banany świeże i czekać aż dojrzeją.
Jeszcze ciepłe zniewalają płynącą czekoladą, później smakują niesamowicie z gorącą herbatą lub kawą. Przepis pochodzi z książki „Nigella Express”.


Składniki (na 12 muffinów):
250 g mąki
100 g drobnego cukru
½ łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 g posiekanej gorzkiej czekolady
3 bardzo dojrzałe banany
125 g miękkiego masła (w oryginale oleju)
2 jajka
łyżka mleka




Rozgrzać piekarnik do 200 stopni.

Wymieszać mąkę, cukier, sodę, proszek i kawałki czekolady.

W drugim naczyniu rozgnieść banany widelcem, dodać masło i jajka – wymieszać krótko mikserem, aby uniknąć większych grudek.

Szybko połączyć składniki suche i mokre, dolać mleko, wymieszać.

Masę przełożyć na formę do babeczek wyłożoną papilotkami.

Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok. 20 minut. Mufinki są gotowe, gdy przy lekkim naciśnięciu są sprężyste, a patyczek włożony w samym środku, do dna, jest suchy i czysty.






23 października 2010

Spaghetti z zielonym pesto

... czyli miłości do makaronu ciąg dalszy.
Tym razem jednak z sosem dużo lżejszym i bezmięsnym. Włosi mają nonszalancką umiejętność przyrządzania dań wspaniałych z bardzo prostych, niewyszukanych składników. Zresztą: my mamy identyczne możliwości, a pierogi ruskie są tego majestatycznym przykładem.
Kiedyś o świeżą bazylię było trudno, dziś można ją, tak, jak parmezan, dostać w większym supermarkecie. Gorzej jest z orzeszkami piniowymi; zastąpiłam je jednak orzechami nerkowca. Ale wiem już, o jaki zakup poproszę męża przy okazji jego następnej podróży!
Przepis na pesto zaczerpnęłam z książki „Moje obiady” Jamie'go Oliver'a.


Składniki (na dwie osoby):
350 g spaghetti
¼ – ½ ząbka czosnku
2 garście świeżej bazylii
garść orzechów pinii (nerkowca) lekko podpieczonych
garść świeżo startego parmezanu
oliwa z oliwek
sól
świeżo zmielony pieprz


Utłuc w moździerzu (lub zmiksować) czosnek z solą i liśćmi bazylii.

Dodać orzechy i ucierać (lub miksować) dalej.

Dodać większą część parmezanu; delikatnie wymieszać i dolać tyle oliwy, aby powstał gęsty sos.

Doprawić solą i pieprzem, w razie potrzeby dodać oliwę i parmezan.

Makaron ugotować, odlać, wrzucić (już z dala od ognia) z powrotem do garnka; polać odrobiną oliwy, wymieszać; dodać pesto, wymieszać.

Wyłożyć na talerz, posypać parmezanem.


22 października 2010

Pasztet domowy

Podobno kiedyś polskie wędliny mogły się szczycić swoją jakością i zawartością mięsa. Dziś ta kultura jest chyba w odwrocie i coraz częściej słychać o tym, że warto, przynajmniej od czasu do czasu, zainwestować w swój własny produkt. Mam słabość do wędlin różowych, soczystych (składających się jednak z mięsa) a nie zawsze jest mi na rękę zimna pieczeń o delikatnym smaku. Ale miewam ochotę na wyraźny, aksamitny pasztet, jaki piecze moja Mama. Jest łagodny, niezbyt wątróbkowy. Mój syn zgarnia go całymi piąstkami.
Taki własny wyrób jest zachwycający, a nie wymaga wiele zachodu. Ja po prostu gotuję rosół, do pasztetu wykorzystuję mięso i warzywa, a wywar wekuję i mam zapas na jakiś czas. Mam przyjemność mieć dostęp do „ekologicznego” kurczaka, który trochę żyje i trochę chodzi – więc nie jest biały i ma smak; wykorzystuję jego mięso i podroby. Można także użyć wołowiny lub wieprzowiny.




Składniki (na keksówkę 25x10x7 cm):
750 g ugotowanego mięsa z podrobami
250 g słoniny
2 ugotowane marchewki
1 ugotowana pietruszka
2 dziesięciocentymetrowe kawałki selera naciowego
3 jajka
3 łyżki kaszy manny
3 łyżki bułki tartej
pół łyżeczki soli (jeśli mięso było gotowane w osolonym wywarze)
pół łyżeczki pieprzu
¼ łyżeczki papryki słodkiej
¼ łyżeczki papryki ostrej


Mięso, podroby, słoninę i warzywa zmielić w maszynce – umieścić je w sporej misce, aby masę móc potem swobodnie wymieszać.

Dodać jajka, sól, pieprz, paprykę i stopniowo kaszę i bułkę; dokładnie wyrobić. Mieszanina nie powinna być sucha, nie powinna też być klejąca – musi być w miarę zwarta.

Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia (ułatwi potem wyjęcie pasztetu, który zaraz po upieczeniu jest dość łamliwy), i starannie wypełnić ją masą, dociskając i wygładzając powierzchnię. Ważne jest, aby nie wypełnić formy po brzegi – powinno pozostać ok. 1,5 centymetra zapasu – podczas pieczenia zawartość lekko się podnosi.

Wstawić do zimnego piekarnika, ustawić temperaturę na 160 stopni, piec od momentu wstawienia ok. 2 godzin.

Pasztet wyjąć z formy i trzymając go w papierze – postawić na kratce. Po zupełnym wystudzeniu zapakować w papier śniadaniowy i wstawić na noc do lodówki. Rano będzie zwarty i gotowy!



18 października 2010

Placek drożdżowy ze śliwkami

Polski klimat bardzo mi odpowiada – zawsze tęsknię za następną porą roku. Nie boję się więc skracania dnia ani ochłodzeń (chociaż mam nadzieję, że zapowiedzi srogiej i długiej zimy okażą się pomyłką), jednak kurczowo trzymam się tego, co jeszcze przyroda daje nam do jedzenia przed zwinięciem produkcji. Zanim zostanę już tylko z jabłkami, korzystam jeszcze ze śliwek. Przepis na placek zwany „bawarskim” pochodzi z książki Barbary Jakimowicz-Klein „Ciasta i desery”.




Składniki (na blachę 25x40 cm):
20 g drożdży
80 g + łyżka drobnego cukru
200 ml mleka
400 g mąki
szczypta soli
1 jajko
80 g masła (stopionego, ostudzonego)
ok. 1 kg śliwek węgierek
50 g migdałów w płatkach (bądź posiekanych)
cukier do posypania


Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru i letnim mlekiem, odstawić.

Kiedy zaczyn ruszy połączyć go z połową mąki, solą, jajkiem i masłem. Wyrabiać, stopniowo dodając mąkę. Ciasto powinno odchodzić od brzegów miski. W razie potrzeby dodać jeszcze kilka łyżek mąki.

Miskę z ciastem nakryć ściereczką, odstawić do wyrośnięcia.

Węgierki pozbawić pestek, podzielić na ćwiartki.

Kiedy ciasto podwoi objętość krótko je zagnieść, i wyłożyć nim równo blachę. Na wierzchu ułożyć śliwki (skórkami do dołu), posypać migdałami. Ja na tym etapie odstawiam całość jeszcze do podrośnięcia, autorka sugeruje wstawić od razu do gorącego piekarnika.

Piec do zrumienienia w temperaturze 220 stopni.
Gotowe ciasto posypać cukrem.

Jak każde drożdżowe – najlepsze jest najświeższe!




11 października 2010

Colesław

Jesień się rozkręca, powoli zaczyna mi brakować surowizny. Kiedy chcę odpocząć od sklepowych warzyw, które sezonowości nie znają i przez cały rok wyglądają identycznie - konsumuję własny ogródek. Teraz swoje pięć minut ma kapusta, więc proponuję mój ulubiony sposób zjadania jej na surowo. Chrupiąca, świeża, osłodzona rodzynkami.


Składniki (na 3 osoby):
300 g cienko poszatkowanej białej kapusty
60 g startej marchewki
25 g posiekanej cebuli
20 g posiekanych rodzynek
4 czubate łyżki majonezu (lub mieszaniny majonezu z jogurtem)
świeżo zmielony pieprz
sól


Warzywa i rodzynki wymieszać, połączyć majonezem.

Przyprawić solą i pieprzem; wstawić do lodówki na ok. 2 godziny.
Surówkę colesław warto wyjąć z lodówki kilkanaście minut przed podaniem.


9 października 2010

Spaghetti alla carbonara

Uwielbiam makaron, i wiem już, że to mój bagaż genetyczny. Mogę go jeść na słono, na słodko, z sosem i bez, uzależniłam się od robionego własnoręcznie jako dodatku do zupy. Spaghetti jeszcze nie produkuję, ale jest to zdecydowanie mój makaron ulubiony.
Ostatnio mam do niego mocny pretekst, bo... mąż służbowo odwiedził Włochy. Wyjeżdżał z obietnicą powrotu z podarkiem i przywiózł ze sobą wspaniały kawał parmezanu! Z przyjemnością wzięłam się więc za carbonarę. To kremowe, delikatne, ale bardzo sycące danie, które serem stoi.




Składniki (na 2 osoby):
350g spaghetti
100g wędzonego boczku, pokrojonego w małe paseczki
100g startego parmezanu (ok. 2 łyżek odstawić do posypania gotowego dania)
3 żółtka
60g (1/4 szklanki) śmietanki 30%
łyżeczka masła
oliwa z oliwek
świeżo zmielony czarny pieprz
sól


Wstawić wodę na makaron. W rondelku stopić masło, wrzucić boczek i zrumienić go na średnim ogniu (masło można zastąpić odrobiną oliwy, ale ja uwielbiam jego śmietankowy smak). Wrzucić makaron do wrzątku.

W miseczce wymieszać żółtka, parmezan i śmietankę, przyprawić solą i obficie pieprzem.

Przed odlaniem makaronu odlać pół szklanki wody, w której się gotował.

Makaron odlać, wrzucić (już z dala od ognia – żółtka nie powinny się ściąć) z powrotem do gorącego jeszcze garnka; polać odrobiną oliwy, wymieszać; wlać mieszankę jajeczno-serową, wymieszać; dolać odrobinę wody z gotowania makaronu (makaron nie powinien ociekać wodą, ale nie może też być suchy); dodać boczek, wymieszać.

Przełożyć na ciepły talerz, posypać pieprzem i parmezanem.


4 października 2010

Ciasteczka maślane

Lubię mieć pod ręką słodycze. Nie musi to być od razu masa czekolady (chociaż ta jest zawsze mile widziana), ale też nie chrupki kukurydziane. Od czasu do czasu napada mnie chęć zwłaszcza na najprostsze ciasteczka maślane. Ponieważ te ze sklepu za szybko się kończą a ich skład to często cały akapit, postanowiłam upiec je sobie sama: przepis znalazłam u Marthy Stewart



Składniki (na ok. 72 sztuki):
3 szklanki mąki
1 szklanka cukru pudru
225 g zimnego masła, pokrojonego w kostki
pół łyżeczki soli
4 duże żółtka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego


Wymieszać mąkę, cukier, masło i sól do uzyskania konsystencji płatków owsianych.

W oddzielnej miseczce wymieszać żółtka z ekstraktem waniliowym. Dodać do suchych składników, połączyć, uformować ciasto.

Ja użyłam szprycy do ciasteczek, można też uformować wałki o średnicy ok. 5 centymetrów, owinąć folią, schładzać przez 2 godziny, po czym kroić półcentymetrowe plasterki i układać je na blasze.

Wstawiać do piekarnika nagrzanego do 175 stopni. Piec 10-15 minut, aż zaczną się rumienić (nie brązowieć).


Przechowywane w szczelnym pojemniku pozostaną kruche. Ja wykładam blaszaną puszkę papierem śniadaniowym, i wywijam go na zewnątrz, aby uszczelnił pokrywkę.


30 września 2010

Zupa z zielonego groszku

Przy całej mojej niechęci do zup-kremów jedna ostatnio wzbudziła moje zainteresowanie i czułam, że skończy się degustacją. Właściwie najbardziej zaintrygowały mnie czosnkowe grzanki - ale po spróbowaniu całości byłam bardzo usatysfakcjonowana: krem był intensywny i - dzięki chrupkim grzankom – niebanalny w konsystencji.
To coś zupełnie innego niż klasyczna, ukochana zupa z makaronem, ale taka odmiana zagrzeje w moim repertuarze miejsce na dłużej. W zimny dzień ciepłe wspomnienie wiosny.
Przepis podaję za Iną Garten z jej książki: „Barefoot Contessa at home”.


Składniki (na 5-6 osób):

Krem:
2 łyżki masła
2 szklanki posiekanej cebuli (w oryginale 2 szklanki porów i 1 szklanka cebuli)
4 szklanki bulionu
600 g mrożonego zielonego groszku
2 łyżeczki soli
pół łyżeczki pieprzu
pół szklanki śmietanki
garść posiekanej natki pietruszki


Cebulę podsmażać na maśle ok. 5-10 minut, na niezbyt dużym ogniu, do momentu kiedy zmięknie.

Dolać bulion, zwiększyć ogień, doprowadzić do wrzenia.

Dodać groszek, gotować ok. 3 minut. Przyprawić solą i pieprzem.

Zupę zmiksować, dodać śmietankę.

Serwować z grzankami (przepis poniżej) i posiekaną natką.


Grzanki:
250-500 g chleba
1-2 ząbki czosnku
2 łyżki oliwy z oliwek
sól
pieprz


Z chleba odciąć skórki, miąższ pokroić na centymetrowe kosteczki.

Czosnek rozgnieść i pozbawić łupinki. Wrzucić go na patelnię z oliwą rozgrzaną na średnim ogniu.

Podgrzewać ok. minuty; gdy czosnek zacznie się rumienić – usunąć go z patelni.

Na „czosnkową” oliwę wrzucić kosteczki chleba, oprószyć solą i pieprzem; zrumienić równomiernie na średnim ogniu, od czasu do czasu mieszając.

25 września 2010

Mufinki kawowe

Przedpołudniową porą odwiedziła mnie przyjaciółka. Spotkanie było wytęsknione, nie chciałam stracić ani chwili. Odmierzyłam składniki, i za 25 minut babeczki były gotowe.
Przepis znalazłam ładnych kilka lat temu w książce „Nigella gryzie” i towarzyszy mi często, zmodyfikowałam go delikatnie w moim pociągu do ciast kawowych. Autorka zawsze nalega, żeby ciasta na muffiny nie mieszać zbyt długo; wystarczy kilka ruchów łyżką. Dzięki temu cukier, który tylko lekko się rozpuszcza, daje nieco chrupiącą skórkę i miąższ.




 Składniki (na 12 muffinów):
125 g mąki
125 g cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki kakao (w proszku, nie rozpuszczalnego)
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

125 g miękkiego masła
2 jajka
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 łyżki mleka


Rozgrzać piekarnik do 200 stopni.

Wymieszać składniki suche: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, kakao i kawę.

Do mieszaniny dodać masło, jajka, ekstrakt. Wszystko szybko wymieszać, do połączenia składników. Dodać mleko, połączyć.

Masę przełożyć na formę do babeczek wyłożoną papilotkami.

Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok. 20 minut. Mufinki są gotowe, gdy przy lekkim naciśnięciu są sprężyste, a patyczek włożony w samym środku, do dna, jest suchy i czysty.


18 września 2010

Placuszki jogurtowe

Czas na pieczenie i eksperymentowanie zabierają mi ostatnio ... pomidory. Piętrzą się na parapecie, partiami dojrzewają i codziennie rano kolejne dają znać, że są gotowe. Na swoją kolej czeka papryka, którą też zamierzam zakonserwować na zimne, ciemne dni. Myśląc o chwilach, kiedy wszystkie warzywa będą już zapuszkowane, mam jedynie czas na szybkie słodkie śniadanie.
Pomysł pochodzi z książki Marzeny Wasilewskiej „Kuchnia polska”, którą znalazłam na półce przecenionych; wyglądała niepozornie i jak na 650-stronicową cegłę kosztowała grosze. Zdecydowałam się zabrać ją ze sobą do domu, i ciągle sprawia mi dużo przyjemności. Przepis szybko wzbudził moje zainteresowanie – ciasto jest bogate, kremowe; placki pięknie rosną bez dodatku proszku do pieczenia - którego w naleśnikach nie lubię, a na talerzu są puszyste i mleczne. Do rzeczy!




Składniki (mniej więcej porcja dla dwóch osób):
200 g mąki
3 duże lub 4 małe jajka (białka i żółtka osobno)
250 ml jogurtu greckiego (w oryginale: kwaśnej śmietany)
szczypta soli
łyżeczka cukru

cukier puder
syrop klonowy


Mąkę połączyć z żółtkami i jogurtem; ciasto będzie dość gęste (gdyby wyglądało na zbyt gęste, aby przyjąć pianę, można dodać łyżkę jogurtu lub mleka).

Białka lekko ubić ze szczyptą soli, dodać łyżeczkę cukru i ubić na pianę sztywną.

Masę mączną wymieszać delikatnie ale stanowczo z pianą z białek.

Smażyć na rozgrzanym oleju lub maśle sklarowanym niewielkie placuszki (pojemności 2-3 łyżek ciasta).

Gorące posypywać cukrem pudrem; w ramach większej rozpusty okrasić jeszcze syropem klonowym lub czymkolwiek na co macie ochotę.


7 września 2010

Buchty drożdżowe

To następne z moich ukochanych drożdżowych ciast. Oryginalny przepis Aqady traktował o buchtach, ale ja na początku piekłam według tej receptury ciasta i placki. W swoim czasie była to dla mnie jedyna dopuszczalna słodycz: ponieważ wdzięcznie przerobić je można na wypiek „postny” (bez jaj i mleka) było jak znalazł, gdy zabroniono mi - jako karmiącej alergika – prawie wszystkiego. Ale dziś przedstawiam wersję pełną i bujną. A że w kuchni głównie szukam pretekstu do opakowania ciastem słodkich wiśni ze słoika – postanowiłam tym razem opakować je tak.




Składniki (na 9-12 bułeczek):
500 g mąki
1 jajko
30 g świeżych drożdży
3 czubate łyżki cukru

250 ml mleka
50 g masła
szczypta soli
200 g wiśni (drylowanych, najlepiej z zalewy, odsączonych)


Roztapiam masło, odstawiam, aby wystygło.

Drożdże rozcieram z łyżeczką cukru, dodaję łyżkę mąki i pół szklanki mleka.

Kiedy zaczyn ruszy, przesiewam do dużej miski mąkę (nie używam jednak całej, aby mieć pod kontrolą konsystencję ciasta). Dodaję cukier, sól, jajko, pozostałe mleko i zaczyn. Wyrabiam do dokładnego połączenia składników.

Dodaję stopione ostudzone masło, wyrabiam dalej.

Wyrobione ciasto powinno być zupełnie gładkie, i powinno zawierać pęcherzyki powietrza. Nie powinno być twarde, nie powinno też być zupełnie luźne. Takie odstawiam na mniej więcej godzinę, przykryte serwetką, w ciepłe miejsce.

Po godzinie, lub gdy ciasto podwoi objętość wyjmuję je na oprószony mąką blat i dzielę (w razie potrzeby delikatnie podsypuję mąką, buchty nie powinny się „rozlewać”) na 9-12 porcji. Każdą rozpłaszczam w dłoni, nakładam kilka wisienek, zaklejam.

Układam w dużej (o średnicy 28 cm) okrągłej tortownicy, lub na płaskiej blasze, sklejeniem do dołu.

Przykrywam serwetką i odstawiam jeszcze na ok. 30 minut.

Po tym czasie podrośnięte buchty smaruję mlekiem i ewentualnie posypuję kruszonką.

Wkładam do zimnego piekarnika, ustawiając temperaturę na 160 stopni. Piekę ok. 50-60 minut, do zrumienienia.

Po upieczeniu pozwalam buchtom ostygnąć, czasem posypuję cukrem pudrem i... rozrywam... najbardziej cenię sobie te sklejenia!


3 września 2010

Murzynek z wiśniami

Wiśni w tym roku nie było dużo, ale u nas przetrwał jeszcze słoik z poprzedniego sezonu. Kiedy się na niego natknęłam, od razu pomyślałam o murzynku. To jedno z naszych ulubionych ciast. I... wiem, że za dużo smaków, wiem, że démodé, wiem, że brownies... Ale my tego murzynka lubimy bardzo, i duża blacha soczystego, intensywnego w smaku ciemnego ciastka znika stanowczo za szybko...


 

Składniki (na blachę 25x35 cm):
250 g margaryny
szklanki cukru
½ szklanki mleka
3 łyżki kakao
2 łyżki kawy mielonej
½ łyżeczki aromatu rumowego (lub dwie łyżki rumu)

2 szklanki mąki
4 jajka (potrzebne będą białka i żółtka osobno)
15 g (3 płaskie łyżeczki) proszku do pieczenia
200 g wiśni (drylowanych, najlepiej z zalewy, odsączonych)

2 garście wiórków kokosowych


W rondelku roztopić margarynę, dodać cukier, mleko, kakao, kawę i aromat (lub alkohol). Podgrzewać mieszając, aż do całkowitego rozpuszczenia cukru. Ostudzić. Z ostudzonej masy odlać pół szklanki, odstawić.

Rozgrzać piekarnik do 190 stopni.

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, żółtkami i resztą masy. Wmieszać wiśnie.

Białka ubić ze szczyptą soli na lekką pianę. Dodać łyżkę cukru i ubić na pianę sztywną.
Do ciasta wmieszać delikatnie ale stanowczo pianę z białek. Nie zwlekając przelać do formy i wstawić do nagrzanego piekarnika.

Piec ok. 50 minut, do momentu, kiedy środek ciasta jest sprężysty, a szpikulec włożony w samym środku, do dna, jest po wyjęciu suchy i czysty.

Ciasto wyjąć, odstawić na chwilę. Lekko podgrzać pozostałe pół szklanki polewy i równomiernie rozprowadzić na powierzchni i bokach ciasta. Posypać wiórkami kokosowymi.

1 września 2010

Bułeczki na rano

Ponieważ mój wspaniały mąż lwią część weekendu poświęcił na techniczne udoskonalenia mojej kuchni, postanowiłam jego (oraz siebie) wynagrodzić w poniedziałkowy poranek świeżutkimi, ciepłymi bułkami. Najważniejsze jest to, że nie musiałam się przemęczać: wieczorem ciasto wyrobiłam, pozwoliłam mu raz urosnąć, uformowałam bułeczki i wstawiłam na blasze do lodówki. Rano, jakkolwiek w stanie półprzytomnym, blachę wsunęłam do pieca, i za dwadzieścia minut było po wszystkim. Przepis znalazłam swojego czasu tutaj, podała go Kasha na cincin.cc.

Składniki (na 12 bułek):
25 g masła
1 szklanka mleka
25 g świeżych drożdży
1,5 łyżeczki soli
szczypta cukru
1 jajko
3 szklanki mąki
kilka łyżek mleka do posmarowania


Wieczorem:
Roztopić masło, odstawić, aby wystygło.

Drożdże rozetrzeć z cukrem, wymieszać z letnim mlekiem.

Mąkę przesiać, dodać do niej sól, jajko, drożdże z cukrem i mlekiem, dokładnie wymieszać (ja działam maszynowo).

Gdy składniki dobrze się połączą, wlać masło cienką strużką, wyrabiać dalej, aż ciasto będzie jednolite i gładkie. Przykryć wilgotną serwetką, odstawić do wyrośnięcia – na godzinę, lub do czasu, gdy podwoi objętość.

Ciasto podzielić na dwanaście części, formować bułeczki, w razie potrzeby podsypując mąką – powinno być miękkie, ale niezbyt klejące. Układać na blasze – ja wyściełam ją papierem do pieczenia. Przykryć serwetką lub folią spożywczą i wstawić do lodówki. Iść spać.

Rano:
Wyjąć blachę z bułeczkami, rozgrzać piekarnik do 250 stopni.

Bułki posmarować mlekiem; ja swoje posypuję jeszcze w zależności od nastroju: mąką graham, ziarnami sezamu lub czarnuszką.

Wstawić do gorącego piekarnika, piec ok. 20 minut, bądź do zrumienienia.




16 sierpnia 2010

Biszkopt czekoladowy Le Marquis

Na „Mastering the Art of French Cooking” Julii Child* czekałam niecierpliwie, i w dniu, w którym do mnie pocztą dotarła, bardzo energicznie się do niej zabrałam.Nie interesowałam się tą pozycją poważnie aż do czasu, kiedy zabrnęłam w lekturę „Julie and Julia: My year of cooking dangerously”. To opowieść o wyzwaniu systematycznego realizowania przepisów właśnie z tej książki, i, według mnie, najsmakowitsza jej reklama. Pokuszona opisami pobudzającymi wyobraźnię i pracę ślinianek oraz obietnicą niesamowitej intensywności smaku postanowiłam wzbogacić swoją kulinarną bibliotekę o coś chyba innego niż dotychczas – podręcznik gotowania, rocznik 1961.
I... nie mogę się od tej książki odkleić od kilku dni, chcę jej coraz więcej. To staranne, poważne kompendium wiedzy o kuchni francuskiej, a jednak poprzeplatane masą osobistych, nieformalnych, łobuzerskich (?!) uwag. Czuć namiętność, wielki apetyt i miłość do jedzenia. A pokusa zrealizowania wszystkich prz
episów jest ogromna, bo to prawdziwy kurs gotowania.
Czuję, że trochę popracuję z tym dziełem, a dla posmakowania zostawiam przepis na biszkopt inny niż wszystkie, jakie do tej pory jadłam – delikatny, jednocześnie miękki i kruchy, wytwornie cze
koladowy – o jeszcze bardziej wytwornej nazwie Le Marquis.




Składniki (na okrągłą blachę o średnicy 24cm):
100 g czekolady (użyłam gorzkiej)
2 łyżki mielonej kawy
60 g miękkiego masła
3 jajka (białka i żółtka osobno)
85 g cukru pudru
szczypta soli
1 łyżka cukru
60 g przesianej mąki


Rozgrzać piekarnik do 175 stopni. Blachę natłuścić masłem.

Czekoladę i kawę umieścić w miseczce nad garnkiem z bardzo gorącą wodą; mieszać do ro
ztopienia czekolady i połączenia z kawą.

Zestawić znad gorącej wody i wmieszać masło, połączyć.Odstawić do ostygnięcia.

Utrzeć żółtka ze stopniowo dodawanym cukrem na jasną puszystą masę.

Białka ubić ze szczyptą soli na lekką pianę. Dodać łyżkę cukru i ubić na pianę sztywną.

Do utartych z cukrem żółtek wlać letnią mieszaninę czekolady, kawy i masła. Następnie dodać ćwierć piany z białek i delikatnie wymieszać. Dodać ćwierć mąki i mieszać dalej, stopniowo dodając białka i mąkę.

Nie zwlekając przelać masę do przygotowanej formy, wyrównać i delikatnie wstawić do nagrzanego piekarnika.

Piec przez 30 minut. Ciasto jest gotowe, kiedy drewniany szpikulec włożony do dna w s
am środek ciasta jest po wyjęciu suchy i czysty. Ciasto może nieco opaść, a wierzch - zmarszczyć.

Podawać oprószone cukrem pudrem.




*współautorki: Louissette Bertholle i Simone Beck.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...